KRYTYCZNE UWAGI BRANŻY GASTRO

mrot-epidemia-koronawirus-time-is-money-1059988-pixabayPomimo usilnych starań rządu pod szumną nazwą "tarczy antykryzysowej" docierają do nas coraz częściej krytyczne uwagi branżowców związanych z turystyką. Trudno się dziwić, bo turystyka jako pierwsza odczuwa skutki recesji i to na skalę dotąd niespotykaną. Spadek obrotów sięga często 100% a restrykcyjne przepisy "topią" przedsiębiorców. Na początek kilka pytań, wniosków, wątpliwości od gastronomików.


Zasadnicza wątpliwość dotyczy już nawet nie tematu dosyć iluzorycznej pomocy w kwestii rządowych dopłat do pensji pracowników, tak aby nie byli zwalniani (rachunek zysków i strat z tego tytułu wykazuje, że nawet przy optymistycznym scenariuszu rozwoju wydarzeń związanych z epidemią koronawirusa - straty pracodawców będą mniejsze, jeśli już teraz zwolnią oni pracowników), czy przesunięcia płatności za podatki i ZUS (to tylko odwleczenie zapłaty należności, czyli odsunięcie katastrofy finansowej na okres kilku miesięcy, a nie przyjęcie współodpowiedzialności rządu za stan funkcjonowania gospodarki)... Wszyscy pracodawcy oczekują bardziej zaangażowanych ruchów, gdzie państwo żyjące z podatków głównie od przedsiębiorców faktycznie poczuje się współodpowiedzialne za stan gospodarki - zarówno na dziś jak i na najbliższy, prawdopodobnie jeszcze trudniejszy okres związany z epidemią. Dodajmy - okres szczególnie trudny właśnie dla branż turystycznej i okołoturystycznej, w które epidemia uderzyła od samego początku w wielu przypadkach ograniczając ruch klientów do zera. To sytuacja bez precedensu w historii i dlatego wymaga ona podjęcia bezprecedensowych działań rządu, a nie tylko powierzchownych ruchów odwlekających jedynie nadchodzącą katastrofę gospodarczą.

Konkretnym przykładem przedstawionym przez gastronomików jest fakt katastrofalnego ograniczenia ich działalności. Nawet, jeśli ktoś ma mały lokal, gdzie zmieści się kilkanaście, maksymalnie 50 osób, zadba o odpowiednią sterylizację, odkażanie i odpowiednie odstępy pomiędzy stolikami to i tak nie może prowadzić działalności ze względu na ryzyko rozsiewania wirusa o odgórnie narzucone przepisy. A za tymi odgórnymi przepisami i ograniczeniami nie idzie nic!

W opozycji do tego gastronomicy wskazują na dyskonty jak Żabka, Biedronka, Lidl, gdzie bez przeszkód może się przewijać równocześnie do 50 klientów o dodatkowej liczbie personelu nie wspominając. To takie samo, albo jeszcze większe ryzyko zakażenia wirusem niż w lokalu gastronomicznym... Gdzie równość funkcjonowania podmiotów, równość w gospodarce i zapewnienie przedsiębiorcom i ich pracownikom możliwości pracy i uzyskania środków do życia?

Akcje, do których przyłączył się również MROT:  #ZmienTerminNieOdwoluj, #WspierajmyTurystyke i #ZamowNaWynos mogą zmienić świadomość i nastawienie klientów, ale nie zmienią zbyt restrykcyjnych przepisów. I cały czas jest to tylko akcja branżowa, bo konkretnych działań ze strony rządu dedykowanych branży turystycznej póki co nie widać na horyzoncie.

Czekamy na Wasze opinie, wnioski, sugestie i wszelkie propozycje pod naszym adresem mejlowym: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript.

PS. Ogromna też szkoda, że do prac sztabu kryzysowego branży turystycznej, utworzonego przy Ministerstwie Rozwoju nie zaproszono Forum Regionalnych Organizacji Turystycznych (pomimo zgłoszenia akcesu do współpracy). To tak dla porównania, jakby szukając remedium dla choroby brać pod uwagę tylko główne elementy organizmu ludzkiego: kości, system krwionośny, system pokarmowy i oddechowy... Ale jeśli przyjmiemy, że pozostałe elementy gospodarki turystycznej to inne organy tego złożonego organizmu (które skupiają właśnie ROT-y i mają od nich bezpośrednie sygnały o sytuacji w terenie, wsród małych przedsiębiorców, równiez z branży okołoturystycznej), to myślicie, że nie biorąc ich pod uwagę poważnie myśli się o przeżyciu pacjenta...? Szczerze wątpimy!


mrot-epidemia-koronawirus-time-is-money-1059988-pixabay
Zdjęcie: Pixabay